Blog Norba


Ostróda Reggae Festiwal 2010
5 Wrzesień 2010, 23:44
Filed under: Uncategorized

Trochę opóźniony wpis ostródowy. Opóźniony bo nie miałem wcześniej czasu. Nie wiem jak można mieć czas albo go nie mieć ale tak się mówi, nie wiem kto to wymyślił. Po Ostródzie wybraliśmy się z Panem Baranem zamoczyć nogi w morzu, potem wbiliśmy do Skulska na dwa dni (co po tygodniu nieobecności nie wystarcza na zrobienie wszystkiego co trzeba by), następnie Zgierz i dalej na Słowację na Up Rising. Z którego zdjęcia też może się pojawią, ale to z ogromnym poślizgiem bo mam je na kliszy i zakładając że się udały.

Do Ostródy przyjechałem z Baranem już we wtorek. Bo nudziło nam się. Poszliśmy kimać na pole namiotowe do Zdzicha. Mają tam najlepsze leżaki na świecie! We środę przemieściliśmy się na pole namiotowe właściwe. Myślałem że organizatorzy uczą się na błędach, zresztą sami tak na stronie twierdzą, ale coś nie wydaje mi się. Pole płatne, dodatkowo 40zł, ujdzie. Z tym że ładowanie telefonów płatne, wrzątek płatny, miałem aparat który zostawiałem w depozycie 5 zeta za dobę. Ej to za co ja płaciłem tamte 40 zł? W sumie wyszło tego koło 70 : O I właściwie za co tyle to nie wiem, bo kolejki do pryszniców jak były tak zostały, kibelki może już nie toi toiki tylko prawdziwe co na plus, ale mało i też czasem kolejki były. Doprawdy nie wiem za co płaciliśmy bo nic się praktycznie nie zmieniło, wolałem dawać złotówkę za wrzątek poczciwemu panu z przyczepy który bywał co roku. Może srogo osądzam, ale mam teraz porównanie z nieco mniejszym festiwalem Up Rising, gdzie za pole namiotowe 3 dni płaciliśmy po 6 euro. I było wszystko, ogromne piękne pole do rozbicia namiotu, prysznice często czyszczone, bez kolejek, toalety normalne cały czas panie sprzątaczki śmigały dzielnie i wszystko sprzątały i dbały oń, też bez kolejek. Kuchnia do dyspozycji za darmo! Dostęp do jeziora. Kraniki na polu namiotowym z wodą pitną. Raj w porównaniu do tego co u nas. A i nawet rampę zrobili dla skate’ów, albo może ona już tam była na stałe, w sumie nie wiem, w każdym razie fajny motyw. Nie ważne, nie ma co narzekać bo akurat warunki sanitarne mnie mało obchodzą i nie przeszkadzają. Jedynie sądzę że nasi powinni się uczyć a nie tylko mówić że się uczą. A jeszcze jeden marud! :P Co do jeziora, straszliwą głupotą było to że pole namiotowe było na plaży, lecz byliśmy odgrodzeni od wody siatką i nawet miejscowi nie mogli przyjść na plażę. Było to idiotyczne, bo ludzie i tak się kąpali tylko że wytrwali chodzili długą drogę naokoło, a leniwi wykopywali dziury pod siatkami. Przez co kilku ochroniarzy wciąż było dookoła rozstawionych i pilnowali by nikt nie przechodził. Z tym że wystarczyło zrobić bramkę i musiałby stać jeden góra dwóch sprawdzających opaski. A tak, kiedy ludzie się podkopywali zostawały czasem niezauważane dziury i przez jakiś czas ktoś obcy miał możliwość wślizgnięcia się na pole.  Po za tym jak to nam ratownik uświadomił gdyby się nad wodą coś stało to byłby problem szybką pomocą z powodu instytucji siatki. Trochę to też zepsuło atmosferę. Mam na myśli porównanie z poprzednim rokiem, kiedy to przychodziliśmy na molo po koncertach był ogrom ludzi, wręcz dziesiątki bębniarzy, ludzie z ogniami, mnóstwo ludzi tańczyło i się bawiło, wszyscy się integrowali. A teraz nikomu nie chciało się w nocy iść na molo bo to była zbyt ciężka wyprawa dla zmęczonych ludzi i z tego powodu każdy siedział przy namiotach w małych grupkach, albo na schodach, pod bramą. Tworzyły się małe grupy, ale moim zdaniem o wiele za małe i powodem była właśnie ta siatka oddzielająca od molo. Ale z drugiej strony chyba lepiej poszło z biletami i opaskami. Jakoś w tym roku długo nie czekałem, w tamtym też nie, ale w tamtym miałem głupie szczęście i wiem że ludzie się męczyli. W sensie głupi ma zawsze szczęście.

O koncertach nieco. W Czwartek na molo białym w mieście trochę się działo, była kupa ludzi, ale późno tam dotarliśmy. Pajujo jest genialne do skakania, ale właściwie to mało pamiętam. W piątek zacząłem od Hornsmana Coyota, piękny lajtowy koncercik. Na Słowacji też był tylko z jakimś dj’em czy coś i była lipa ogromna. A gość jest na prawdę przemiły, później go spotkaliśmy przytulał nas, podpisał mi się na bębnie i narysował lwa, a kumplowi na bilecie. (spoko bębenek już był u kresu i miał dziurawą membranę, widać go zresztą na zdjęciu poniżej ale jeszcze bez podpisu). Ras Lute wiadomo z ciężkim bólem serca ominąłem XD Stressa miły koncercik ale bardzo się nie wczuwałem bo wtedy chyba foty robiłem. Ale lubię gościa. Potem dopiero dotarłem na Vavamuffin i muszę przyznać że słabo, znaczy fajnie, ale bywało lepiej. Przede wszystkim Gorgu którego na początku nie było potem się pojawił ale mało się udzielał, podobno ma jakieś problemy ze zdrowiem biedny. A druga sprawa że grali sporo nowych kawałków które na razie średnio mi podchodzą, a wtedy ich jeszcze nie znałem, a jak się czego nie zna to się gorzej słucha niż jak kiedy się zna! Takie porzekadło oto. A następnie oczekiwany przeze mnie Zion Train. Poznałem ten zespół w dziwny sposób, bo czytając książkę o woodstocku wyczytałem że kiedyś grali tamże, ale byli określeni jako zespół techno. Zdziwiło mnie to bardzo, szczególnie że słyszałem o tym zespole i miałem wrażenie że to jeden z zespołów które muszę poznać a nie jeden z tych umcybymcy.  Posłuchałem na necie i spodobał mi się bardzo, dobry dub. Koncert piękny, wciągający, bujający. Lubimy to!  Ale końcówka była miażdżąca po prostu.  Tyle energi było w tej muzyce. Kawałek war in babilon mnie zniszczył i nawet nie wiedziałem do jakiego typu muzyki go zaliczyć, miał w sobie coś z d’n'b techno i dub’u. Wszyscy tak skakali i myślę że najlepszy jest komentarz kolegi Stika (wybacz nie wiem czy tak to się pisze) ‘Jeszcze chwila i bym się zrzygał’.  Na Green Stage’u mało bywałem a i zaznaczyć trzeba że nagłośnienie mieli kiepskie bardzo. Fajnie się podłoga zarywała póki jeszcze była xD

W sobotę chciałem iść na paraliż band ale nie dotarłem bo ugrywaliśmy na bębenkach pod bramą na harce i jedzenie. Zresztą zeszło się sporo ludzi i fajnie się grało. Na cornerstone roots też chcieliśmy dotrzeć ale jakoś nie wyszło, a szkoda.  Na Habakuku było bardzo przyjemnie, trochę za przyjemnie, a ja byłem zbyt zmęczony że przekimałem część koncertu. Ale to już chyba tradycja że na Ostródzie w czasie któregoś koncertu sobie śpię niedaleko sceny. Everton Blender, jakoś szczególnie w pamięć mi nie zapadł, przyjemny koncercik, ale bez jakiś rewelacji. I na koniec Dub Incorporation. Wielbię ten zespół i koncert dali genialny. Ludzie się dobrze bawili i ja nie gorzej. A i lepiej pewnie XD Myślę że ten koncert i koncert Zion Train były takimi które na długo mi zapadną w pamięć i najlepszymi moim zdaniem na tegorocznej Ostródzie. Na końcu wspaniale zawładnęli publiką, zatańczyliśmy z nimi, cały tłum biegał to w prawo to w lewo aż w końcu zrobił się wielki kocioł. Potem znany myk z kucaniem i wyskokiem. I znów mało byłem na zielonej scenie, coś tam byłem ale raczej nic mi się nie spodobało. Dopiero teraz ogarnąłem że był pow pow, szkoda że go ominąłem.

W niedzielę dotarłem dopiero na radikal guru, w sumie na ostatnie kawałki. Fajne, fajne, podobało mi się, tylko trochę nie zdążyłem się wczuć. Szkoda. SOJA na głównej grał trochę dłużej to tam się przeniosłem i też fajno. Jah Mason całkiem w porządku, ale już coraz mniej sił było i szału też nie było, takie lajtowe do bujania się. The Aggrolites nawet średnio pamiętam i to nie z powodów nietrzeźwości tylko z powodu czarnych dziur. Na Mungos Hi Fi na Ostródzie co prawda nie byłem ale na Up Risingu byłem i dobry kawał muzyki tworzą, była tam ich scena, może najmniejsza ale mieli o wiele lepsze nagłośnienie niż u nas na zielonej. Lubimy to! :D

Podobała mi się gastronomia wegetariańska. Mało że pyszne żarcie to w niedzielę bardzo późno w okolicy ostatnich koncertów poszliśmy zjeść mając mało kasy. A panie były tak przemiłe, my nawet nie pytaliśmy o jakieś ekstra porcje czy coś, w każdym razie dostaliśmy gigantyczne porcje ze wszystkim w cenie mniej-więcej hamburgera : D

Ogólnie mówiąc było przepięknie, jak zawsze na Ostródzie. Dziwie się że jest tylu zajebistych ludzi dookoła, tylko że są porozsiewani po całej Polsce i takie nagromadzenie można znaleźć tylko na Ostródzie. Dziękuję wam! Szkoda mi tylko koszar, szkoda że festiwal się gdzieś wyniesie, ale kto wie może będzie lepiej. Zmiany bywają dobre i złe, oby te były dobre. Na lepsze. Już się nie mogę doczekać festiwalu za rok. I do zobaczenia tamże. Teraz może uda się jeszcze wbić na One Love do Wrocka. Oby.


2 komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz

Genialne foty :) Zaluje dub incorporation
Jak było z bilety na koncerty?

komentarz - autor: Marcin

Bardzo ładna, obszerna relacja, a i fotki świetne ;]

komentarz - autor: Baran




Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s