Filed under: Uncategorized
W miniony weekend na płonącym piachu płockiej plaży odbyła się piąta edycja reggaelandu. Organizatorzy trochę przesadzili z ceną biletu co zaowocowało, czy właściwie zawiędło niską frekwencją. Było o wiele mniej miejscowych i młodzieży. Z jednej strony kiepsko, bo kiedy jest dużo ludzi jest większy chaos, lepsza biba i większe tarło. Z drugiej zaś całkiem fajnie, bo takie przyjazny bratni klimat. Pogoda nam dopisała, nie da się narzekać. Słońce zajebiste, chmurka jakaś marna pojawiła się dopiero drugiego czy trzeciego dnia. Choć to miało też swoje minusy, po południu już na boso się nie dało chodzić po piasku bo parzył w stopy. Trzeba było wyszukiwać cieni i zwinie się nimi przemieszczać. Koncerty w tym roku o niebo lepiej wypadły niż w poprzednim. W tamtym pamiętam że niewiele koncertów zaliczyłem. A w tym, mnóstwo. Przyjechali z jamajki Rootz Underground, którzy grają zaprawdę wspaniale. Chyba najlepiej bawiłem się na ich koncercie, ich muzyka jest piękna i natchniona moim zdaniem.
Po raz pierwszy w Polsce pojawił się Johny Clarke o przedługich dreadach, jamajska legenda roots reggae. I faktycznie nie zawiodłem się, gość daje rade. Zespół z którym występował również, zanim wyszedł Clarke zapodali kilka dobrych nut w klimacie DUB. Był też Midnite, który pamiętam że był fajny ale jakoś w ilości muzyki jaka tam była się pogubiłem i chyba nic więcej o nich nie jestem w stanie powiedzieć. Mieli chyba bardzo długie, aż za długie kawałki. Ale dobrze grali. I na koniec grał Third World, który miał problemy aby do nas dotrzeć i zamiast w piątek zagrał w niedzielę, nie znałem ich a szkoda bo to wspaniały zespół który gra już wiele lat. Zaskoczyli mnie różnymi wstawkami typu solo na djembe, kawałek z wiolonczelą elektryczną, lub czymś takim, wyglądało kosmicznie. Ogólnie muzyczne mistrzostwo, wypadli świetnie. Choć szczerze powiem że chyba jednak wolę Rootz Underground. Liczyłem też na koncert General Levyego, ale okazał się jakąś lipą, nagłośnienie było kiepskie i coś zgrzytało. W końcu Levy sobie poszedł, więc i my poszliśmy, ale potem chyba grał dalej i możliwe że później było fajnie kiedy nas nie było bo ludzie zachwalali, albo ludzie są głupi jeśli było tak jak na początku. W każdym razie lubię typa, byłem już na jego koncercie i wiem że dobry jest :D Jungle is massive!
Należy też wspomnieć o naszym polskim Jafia Namuel, na którym byłem przez chwilę ale jak zwykle dobrze zagrali, tworzą wyśmienite reggae. Na koniec o nieco mniejszym kalibrze, acz zabawa również była niczego sobie. Zespół Pajujo, który przypominał mi trochę połączenie reggae i disco polo, fajnie grał, rozbujał ludzi i mimo to że piszę o nim pod koniec to oni zaczęli i dało się nieźle przy nich poskakać. Tabu! Jakoś nie pamiętałem o nich, albo nawet może nie byłem nigdy, w każdym razie teraz wiem że są warci uwagi. Na tym koncercie też się można było ubawić porządnie. Na Cinq G zdążyłem na dwa kawałki a żałuję bo wszystko wskazywało na to że było grubo. Za to później byłem na Fandango, które już niestety trochę ssało. Było tam jeszcze mnóstwo dobrej i gorszej muzy, ale co najważniejsze dla mnie to obczaiłem. Na niektóre bandy typu Marika nie podołałem dotrzeć, a szkoda. Na niektóre typu Jamal nawet nie miałem ochoty iść. A jeszcze zapomniałem wspomnieć o wielkiej gwieździe Julianie Marleyu, który niestety jakoś nie przypadł mi do gustu. Nie wiem czy to wynikało ze zmęczenia (bo ludzie chwalą że dobrze grał) czy jednak po prostu mi się nie podobał. W każdym razie dobrze mi się spało przy jego nutach ; D Nie to żeby zamulał, oj nie skakanie chyba było przednie, tylko poszedłem spać nieopodal. A na sam koniec wspomnę o namiocie Ictusa, który kurwa dawał radę. Grali non stop, a zapodawali dobrą muzykę, trochę bardziej jungle d’n'b dub o ile się nie mylę i to mi się podobało. A w poniedziałek rano kiedy wciąż grali zaczęli ludzi częstować sałatką. Mniam ;D Wydaje mi się że w większości była zrobiona z cebuli.
Jak muzyka była zajebista tak ludzie jeszcze lepsi. Dotarłem do Płocka z Baranem, gdzie spotkaliśmy… aj wymieniał nie będę bo długo by to, może i więcej pisania niż o koncertach. Poznałem sporą część ekipy z forum RRR. Wspaniali ludzie. Jeśli ktoś z was tu trafi to wiedzcie że polubiłem was i mam nadzieję jeszcze was spotkać. Po za tym starych znajomych też spotkałem i wielu różnych pojedynczych też poznałem. Mnóstwo pozytywnych ludzi. Choć bywali i tacy co wkurwiali. Natknęliśmy się na różnych bębniarzy i widzę że jeszcze grać nie umiem jednak i wiele przede mną. Dobrzy są goście. Jak już o ludziach mówię to warto napomnieć o ochronie która była bardzo pozytywna. Najbardziej mnie zaskoczył jeden z ochroniarzy ostatniego ranka owinięty jakąś wielką folią.
Fot zespołów i koncertów za bardzo nie mam, bo ograniczał mnie depozyt a właściwie to jego godziny otwarcia i zawrzęcia drzwi. Ale nawet i mi to pasowało bo mogłem spokojnie skakać bez zmartwienia. Oto foto:
Bless
1 komentarz jak dotąd
Dodaj komentarz














nie mogę się doczekać kiedy sam znowu tam trafię, i obyśmy spotkali się tam mocną ekipą, big up Norbi! :)
komentarz - autor: Cz.G. 19 Lipiec 2010 @ 12:13