Filed under: Uncategorized
Niedawno powróciłem z kolejnej autostopowej wyprawy. Właściwie to krótki trip, niecały tydzień nam pochłonął, a wypchnął nas na Słowację. Tym razem ruszyliśmy we trójkę. Z Kasią z Jerzygwałtu oraz z Kasią z Warszawy. Było miło ale trzeba przyznać że dość nudno. Ale jakby nie było góry są piękne i zawsze będą. Bardzo żałuję że nie jestem w stanie oddać w żaden sposób ich piękna, potęgi, rozmiarów i żywiołowości. Najpierw trafiliśmy do Krakowa. Potem dotarliśmy na drugą stronę granicy do Oravskiego Podzamoku. Gdzie zadziwiło nas nieogarnięte piękno wszystkiego. Zdziwiły mnie też zdziwione znaki :)
Ogarnęliśmy tam zamek :) Właściwie to poruszaliśmy się powoli, bo nie było co się spieszyć w tak pięknej okolicy. Dotarliśmy w okolice Strecna, skąd złapaliśmy stopa do Bratysławy :) Mieliśmy jechać do Czech, właściwie to nawet się udało, ale byliśmy tam około pół godziny, po czym złapaliśmy stopa takiego który mógł nas zabrać z powrotem na północ Słowacji, a że jest tam zajebiście, od razu niemal się zdecydowaliśmy. Nad Liptowskie jezioro tym razem. Powalające jezioro.
A swoją drogą to wszystko tam w okolicy jest Liptowskie. Tzn nazwy miejscowości. A dużo z nich to liptovskie imiona. Liptovki Mikulas. Liptovska Anna. Liptovski Michal. My byliśmy w Liptovskim Tmovecu. A Słowacy wspaniali ludzie. Doskonale się dogadywaliśmy, a po za tym okazali się mili i pomocni, ale jakoś tak… bardzo. To wszystko sprawia że chyba zakochałem się w Słowacji i czuję że nie raz tam wrócę. Jak zwykle mam foty, ale nie jestem zbytnio tym razem zadowolony. Ujdą, ale się nie popisałem, a miałem zamiar. Biedno. Trudno.
Czas na DUB!
Dodaj komentarz jak dotąd
Dodaj komentarz









